Zogniskujmy obraz na młodym człowieku, zmierzającym do miasta z całą otwartością, szczerością i niewinnością góry lodowej, dryfującej po ruchliwym torze żeglugowym.
Ten młody człowiek nazywany jest Marchewą. Nie z powodu włosów, które ojciec zawsze ścinał mu krótko dla Higieny. To z powodu jego sylwetki - szerokiej u góry, zwężającej się ku dołowi; taką sylwetkę zyskuje chłopiec dzięki zdrowemu trybowi życia, pożywnemu jedzeniu i świeżemu górskiemu powietrzu potężnymi porcjami wciąganemu do płuc. Kiedy napina mięśnie ramion, inne mięśnie muszą się najpierw odsunąć.
Dodał(a): Corv
* * *
Chłopiec ów niesie też miecz wręczony mu w tajemniczych okolicznościach. Bardzo tajemniczych okolicznościach. Aż dziw zatem, że jest w tym mieczu coś nieoczekiwanego: nie jest magiczny. Nie ma imienia. Kiedy się nim macha, człowieka nie wypełnia poczucie mocy, tylko wyrastają mu bąble na dłoniach. Można by uwierzyć, że miecz ten był używany tak często, aż zatracił inne swe cechy i stał się kwintesencją miecza: długim kawałkiem metalu z bardzo ostrymi krawędziami. I nie ma wypisanego na klindze przeznaczenia.
Jest właściwie unikatem.
Dodał(a): Corv
* * *
Nie tylko świeże górskie powietrze dało Marchewie jego potężną budowę. Pomogło też dorastanie w kopalni złota krasnoludów i praca po dwanaście godzin na dobę przy wyciąganiu wózków na powierzchnię.
Trochę się garbił. To z kolei było skutkiem dorastania w kopalni złota krasnoludów, które uważały, że pięć stóp to odpowiednia wysokość dla sklepienia.
Dodał(a): Corv
* * *
Marchewa przyjął wieści spokojnie, głównie dlatego że prawie nic nie zrozumiał. Poza tym, o ile wiedział, dzieci znajduje się raczkujące przy szlaku, to normalna metoda przychodzenia na świat. Krasnoluda uznaje się za zbyt młodego, by mu tłumaczyć techniczne elementy całego procesu, dopóki nie osiągnie dojrzałości. Tzn. do około 55 roku życia.
Dodał(a): Corv
* * *
- Ale wiesz, że ja i... Znasz Blaszkę Skałokruszównę? Jest śliczna, tato, a brodę ma tak miękką jak... jak... jak coś bardzo miękkiego. Lubimy się i...
- Tak - odparł chłodno krasnolud. - Wiem. Jej ojciec ze mną rozmawiał. A jej matka z twoją matką, a potem ona rozmawiała ze mną. Długo rozmawiała. Nie o to chodzi, że cię nie lubią; jesteś porządnym chłopcem i dobrym robotnikiem. Byłby z ciebie świetny zięć. A nawet czterech dobrych zięciów. W tym problem. Zresztą ona ma dopiero sześćdziesiątkę. To nie uchodzi. Nie wypada.Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson, Skałokruszówna, Blaszka, Żelaznywładsson, Król
Dodał(a): Corv
* * *
- Masz jeszcze to. - Wyjął kamizelę. - Będzie cię chronić.
Marchewa wziął ją ostrożnie. Utkano ją z wełny ramtopowych owiec, ciepłej i miękkiej jak szczecina wieprza. Była to jedna z legendarnych krasnoludzkich kamizel, które wymagają zawiasów.Straż! Straż! - Żelaznywładsson, Król, Marchewa Żelaznywładsson
Dodał(a): Corv
* * *
W kieszeni miał słynny list od Patrycjusza, człowieka, który rządził wielkim i pięknym miastem Ankh-Morpork.
Przynajmniej mama tak o nim mówiła. Istotnie, miał na samej górze imponujące godło, ale podpisał się jakiś „Łupin Zygzak, Sekr, w/z".
Wszystko jedno. Nawet jeśli listu nie podpisał sam Patrycjusz, to jednak ktoś, kto dla niego pracował. A przynajmniej w tym samym budynku. Zapewne Patrycjusz wiedział o liście. Ogólnie. Może nie o tym konkretnie liście, ale zdawał sobie sprawę z istnienia listów jako takich.
Dodał(a): Corv
* * *

