Dlatego też krasnoludy spotykają się od czasu do czasu przy ogniskach, by w kociołku uwarzyć grzankę, która ma moc przywracania zdrowego podejścia do rzeczywistości a kolorem, aromatem i gęstością przypomina atmosferę swojskich kazamatów.
Do kociołka o słusznej pojemności należy wrzucić
miarkę cukru, dodać
ćwiartkę miarki kakao, do tego jak ktoś jest w posiadaniu
wyrobu czekoladopodobnego, to i owszem, należy też wrzucić, do tego
sporą ilość tłuszczu kopalnianego (tak z pół miarki nawet) -
całość siup nad ogieniek i niech wesoło pyrkocze, aż zacznie wydzielać przyjemny dymek i opary. Po tym jak zacznie gejzerkować poznajemy, że pora nadeszła wiekopomna na dodanie najważniejszego - to jest destylatu z domu przywiezionego, z serca góry - 95% koniecznie.
Czynność tę należy wykonać uważnie i najlepiej w hełmie z opuszczoną przyłbicą, bo mikstura owa lubi pryskać. Szybko zamieszać, zestawić z ognia i pochłaniać, snując ckliwe opowieści z ojczyźnianych stron...
Zobacz powiązane książki: Nanny Ogg's Cookbook
Autor: Cudo Tyłeczek


